II połowa XIX wieku w Europie to czas wielkiego budowania. Europejczycy tym budowaniem chcieli pogrzebać wspomnienie kataklizmów Rewolucji Francuskiej, Wojen Napoleońskich. Każda społeczność europejska miała jakiś fragment historii do zapomnienia, a może nawet do trwałego zatarcia.
Europa wkraczała w nowy okres rozwoju cywilizacyjnego – wiek pary i elektryczności. Lawinowo rozwijał się postęp techniczny, naukowy. Człowieka zastępowała para i siłą elektryczności. Człowiek poczuł się podmiotem przyrody, zaczął masowo budować, tworzyć. Rzeczywistością stała się produkcja masowa i dzięki niej produkty cywilizacyjne dotarły do samych nizin społeczeństw.
Miasta połączyły linie kolejowe. Po stalowych szynach coraz szybciej jeździły lokomotywy parowe, które ciągnęły coraz dłuższe składy ciężarowe, ale i luksusowe wagony pasażerskie. W których zamożni członkowie społeczeństw mogli przemierzać kontynent. Nie oznacza to, że biedniejsi nie mogli z kolei korzystać – do och dyspozycji były wagony gorzej wyposażone, ale jadące w tych samych składach. W miastach najpierw zapłonęły lampy gazowe, potem naftowe, elektryczne. Ruszyły windy, elektryczne tramwaje, najpierw w rynku. Potem w instytucjach publicznych, i wreszcie w prywatnych domach światło gazowe zostało zastąpione elektrycznym.
Państwo Niemieckie w tym czasie było młodym tworem. Dzięki politycznej myśli Bismarcka przełamało, trwający blisko półtora tysiąca lat okres rozbicia na księstwa. Powstała II Rzesza Niemiecka. Państwo budowało się od podstaw. Nowy ustrój, nowe prawo, nowa myśl polityczna. Nowa kultura, nowi twórcy. Miasta wyzwalały się ze statusów twierdz, ich mieszkańcy wyzwalali się z wojennych ograniczeń. Brakowało nowej formy wyrazu, nowego stylu, który najlepiej pokazywałby ducha epoki. Zaczęto sięgać do najlepszych wzorców minionych epok. Nowe budowle projektowano nadając im kształty znane ze starożytności, romanizmu, gotyku, renesansu, baroku. Wszystkie te zapożyczenia określono ich dotychczasowymi nazwami z przedrostkiem „neo” i tak powstały np. neoklasycyzm, neogotyk, neobarok, itp. Niektóre budowle cechuje przemieszanie tych wszystkich stylów „neo” i ich stylu mówimy, że jest to eklektyzm. Europa zachłysnęła się nowym rozwiązaniem. Ale pojawiła się też tendencja „poprawiania” oryginalnych stylów jak w przypadku legnickiej Katedry – neogotyzacja gotyku.
Legnica swój rozwój w XIX wieku zawdzięcza ludziom, którzy nią zarządzali. Pierwszym był syn chłopa spod Goerlitz – Gotlieb Jochman. Został on w 1829 roku burmistrzem Legnicy. Uporządkował legnickie podatki, uporządkował system kredytowy, nakreślił nowoczesny kształt miasta. Współdziałał z legnickim aptekarzem Johanem Bornemanem, który będąc rad-nym organizował kasy miejskie, pomoc medyczną, był doradcą gospodarczym burmistrza. Obaj w Legnicy stworzyli podstawy pod budowę zasobnego, pięknego miasta.
Drugą genialną postacią był Ottomar Oertel, który od 1872 roku przez 40 lat był gospodarzem miasta. Od 1912 roku dzieło to kontynuował Hans Arno Charbonnier, jego dotychczasowy zastępca. Oni wprowadzili Legnicę w XX wiek. Ich genialne pomysły na współpracę obywatelami, przemysłowcami, partiami politycznymi, cechami rzemiosł, kościołami, ich konsekwentne, ale przewidywalne zachowania nadały Miastu dzisiejszy kształt.
1860 rok, to początek nowoczesnej Legnicy, wtedy rozpoczęto pracę nad planem przestrzennego zagospodarowania miasta. Plan został zatwierdzony następnego roku. Plan ten modernizowano, rozbudowywano, analizowano. Rezultatem tych prac był plan zatwierdzony w 1877 roku. Dzielił on miasto na 22 dzielnice. Zakładał, że w jego północnej części budowana będzie dzielnica przemysłowa. Wschodnia część to będą osiedla robotnicze. Zachód i południe zajmować będą dzielnice luksusowe i tereny rekreacyjne – projekty te zostały zrealizowane i widzimy to do dzisiaj.
Miasto obciążyło swoich mieszkańców wieloma podatkami, ale każdy przejaw kreatywności i działania na rzecz miasta były nagradzane znaczącymi ulgami. Miasto czynnie wspomagało w propagowaniu możliwości swoich mieszkańców.
Z roku na rok widać był napływ ludności, rozwój przemysłowy. W 1849 roku miasto miało 14 954 mieszkańców, w 1871 – 23 136, zaś 1885 roku 43 352.
Przybyli do Legnicy albo sami budowali zakłady, albo byli w nich zatrudniani. Mieli gdzie mieszkać. Chodzili wybrukowanymi ulicami (inwestorzy, którzy brukowali – nie płacili większości podatków), po wykonanych z granitu chodnikach (inwestorzy układający chodniki mieli 1/3 zwrotu inwestycji). Ulice były skanalizowane, co kilkadziesiąt metrów funkcjonowały pompy publiczne.
O rozwoju przemysłu w Legnicy mówią fakty: legnickie zakłady produkowały amunicję na wojny austriacką i francuską. legnickie firmy wystawiały na wystawach światowych w Londynie w 1851 z legnickim suknem (Ruffer) i kosmetykami,, m. in. „Eau de Liegnitz” i w większej ilości legnickich wystawców w Paryżu w 1865 roku.
Rok 1865 wydaje się być przełomowym w historii Legnicy. W tym roku powstała znacząca ilość instytucji społecznych i miejskich. Reformowano gimnazja, zreformowano miejskie kasy kredytowe – z 14 powstały 2, przy ul. Złotoryjskiej powstała cegielnia Gottfrieda Bienwalda, a później jego zięcia i radnego miejskiego Juliusa Rothera. To z cegieł i innych wyrobów ceramicznych "Liegnitzer Kunstziegelei Bienenwald & Rother" - Rothera budowano Legnicę.
Miasto produkowało sukno, maszyny rolnicze, maszyny gospodarstwa domowego, wy-roby skórzane, przetwarzało żywność, wyspecjalizowało się w oleju jadalnym, kapuście i ogórkach, winie owocowym, spirytusie, likierach. Było miastem młynów i foluszy, produkowało dobre piwo.
Ludzie którzy wytwarzali – zarabiali. Zarobione środki inwestowali w mieście. Inwestowali w swoje siedziby, siedziby swoich pracowników, budowle publiczne, świątynie, obiekty rekreacyjne, kluby sportowe, biblioteki, we własny poziom życia - w swoje miasto – Legnicę. Tworzyli w wówczas modnym stylu – historyzmie. Stylu, który zawierał elementy wszystkich dotychczasowych historycznych stylów: klasycznego, romańskiego, gotyckiego, renesansowego, barokowego. I gdy wnikliwiej przyjrzeć się legnickim budynkom, to okaże się, że jednolite nie są. Można doczytywać się w ich architektonicznych detalach doczytywać się jeszcze głębszej przeszłości. I to jest fascynujące.
Często patrząc na fasady myślę o ich twórcach. Żyli tu, zarabiali, kierowali tworzyli. Jak my wszyscy chcieli otaczać się pięknem, pięknem przez siebie zdefiniowanym, na swoje potrzeby i możliwości. Nie byli właścicielami niebotycznych fortun, nie tworzyli tego przez pokolenia, budowali na miarę swoich możliwości. Tworzyli w materiale mniej trwałym niż mar-mur, granit czy piaskowiec. Wykorzystywali trwałą zaprawę tynkarską, beton. Potrafili wyczarować z tego iluzję przedmiotów wspaniałych i wiecznych. I trzeba przyznać, że efekt osiągnęli – ślady ich działalności przetrwały dwie światowe wojny, zmiany kultur mieszkańców, zmiany granic państw, zmiany ustrojów.
Ale czy przetrwają niedbałe, byle jak tworzone prawo, indolencję instytucji, głupotę i bezmyślność ludzi, urzędniczą bezduszność. Czy za jakiś czas, jakiś obiekt będzie jeszcze w stanie do kogoś przemówić?