Chleb i woda- niet gołoda.


Stanisław Krzywoń urodził się we wsi Puźniki, woj. Tarnopolskie. Ojciec Tadeusz pochodził z Radziszowa koło Krakowa. Jak wielu weteranów Legionów Piłsudskiego w 1922 roku miał możliwość wykupienia ziemi w woj. Tarnopolskim i stał się właścicielem ośmiohektarowego gospodarstwa. Z Rozalią, mamą Stanisława, ożenił się jeszcze w Radziszowie, gdzie w 1922 roku urodziła się Zofia. Już w Puźnikach przychodziły na świat kolejne dzieci: w 1923 – Wiktoria, w 1925 - Aniela, w 1928 -Władysław i w 1930 – Stanisław. Rodzina żyła spokojnie do września 1939 roku. Wtedy wkroczyli Rosjanie, zabrali gospodarstwo. Już krążyły wieści, że wywożą na Syberię.Krzywon


To działo się 10 lutego 1940 roku. Przyszli w nocy, przeprowadzili rewizję w poszukiwaniu broni i nie znalazłszy niczego kazali się spakować w pół godziny, pozwalając zabrać dość duży bagaż. Wszyscy potracili głowy. Najprzytomniejszy okazał się przebywający na urlopie brat mamy ksiądz Antoni. Pozbawił życia większość hodowanego w gospodarstwie drobiu, pomagał wypełniać worki ziemniakami i warzywami, mama pakowała odzież i pościel. Tylko pół godziny!
Zostaliśmy wywiezieni wszyscy, oprócz Zofii, która była mężatką i mieszkała gdzie indziej. Ksiądz Antoni pojechał z nami z własnej woli, ale potem uciekł z Syberii i słuch o nim zaginął. Podróż w towarowych wagonach trwała miesiąc. Dojechaliśmy do Kańska nad rzeką Irkuck. Następnie wieziono nas saniami głęboko w tajgę, do wsi Jakonina nad Czumą. Zamieszkaliśmy w barakach. Aniela, Wiktoria i ojciec pracowali w lesie. Dostawali kufajki i walonki, a my dzieciaki musieliśmy sobie radzić z zimnem przy pomocy mamy i własnej pomysłowości. Stosowaliśmy też różne wybiegi, żeby nie chodzić do szkoły, np. pokazując nauczycielce podrapane dłonie, które wyglądały jak zaatakowane świerzbem. Mróz dochodził do minus 45 stopni, doskwierał głód. Każdy dostawał 2,5 kg chleba na 5 dni. A miejscowi mawiali: „Chleb i woda- niet gołoda”. Czasem udawało się zdobyć kilka główek zmarzniętej kapusty z transportu wojskowego stojącego na stacji.
Kolejnym miejscem pobytu były Polęcyty, do 1942 roku. W październiku tego roku dostaliśmy dokumenty i pozwolenie na poruszanie się po terenie Związku Radzieckiego. Od czerwca 1941 roku trwała wojna z Niemcami.
Całą rodziną szliśmy pieszo 100 km do Kańska (Krasnojarski kraj), przez las. Chorą mamę wieźliśmy na prymitywnym wózku, podobnie jak cały dobytek. Ojciec i Wiktoria pracowali w tartaku, dzięki temu mogliśmy zamieszkać w barakach .Ich miejsce zajęła Aniela, oni zaczęli pracę w piekarni. Aniela miała wypadek, po którym zostały jej dwa sztywne palce. Nie przeszkodziło to jej wstąpić do I Armii Wojska Polskiego - dywizji Kościuszkowskiej. Rodzina dała jej na drogę wszystkie zapasy chleba. Ojcu udało się dzięki przychylności strażnika, weterana wojennego, wynieść z piekarni kilka bochenków. Niestety natknął się na ulicy na „prowierku”- kontrolę i został skazany na dwa lata więzienia, z czego odsiedział 14 miesięcy.
W październiku 1943 r. zginęła pod Lenino Aniela. Odznaczona rosyjskimi medalami Złotej Gwiazdy i Bohatera Związku Radzieckiego, a potem na wniosek gen. Świerczewskiego Krzyżem Virtuti Militari. Pochowana została pod Smoleńskiem. Siostra Wiktoria zaciągnęła się do II Armii WP.W tym czasie zaczęła docierać pomoc materialna z USA. Po śmierci Anieli rodzina dostała specjalny przydział żywności: 6 kg mięsa i 9 kg chleba na miesiąc. Nazywano go „suchoj pajok” (suchy prowiant).
W 1944 roku zmarła mama Rozalia (ur. w 1898r). Jej pomysłowości i poświęceniu w dużym stopniu rodzina zawdzięczała przetrwanie najgorszego.
Powrót do Polski zaczynaliśmy w Krasnojarsku, w kwietniu 1945 roku. Podróż pociągiem towarowym trwała miesiąc. Najpierw zatrzymaliśmy się w Prudniku nad Nysą, gdyż tam była już siostra Zofia, którą ominęła wywózka. Potem ojciec dostał skierowanie do Mieroszowic koło Prochowic, do wiejskiego gospodarstwa. Pojechał do gen. Świerczewskiego i dostał przydział na konia, krowę i trzodę, a w 1947 roku, na Dzień Wojska Polskiego, otrzymał od rządu parę koni. Ostatecznie zaczął gospodarować w Mikołajewicach, gdzie do dnia dzisiejszego mieszka brat Władysław z rodziną. Siostra Wiktoria mieszka w Krakowie. Ja ożeniłem się z Lilianą zd. Klejszmid (zm. w lutym 2015 r.). Mam dwie córki. Pracowałem w legnickiej hucie jako maszynista kolejowy.
Jako rodzeństwo Anieli byliśmy często zapraszani na różne uroczystości wspomnieniowe. W 1980 roku na zaproszenie władz radzieckich odbyliśmy z rodziną sentymentalną podróż przez Warszawę, Moskwę, Krasnojarsk do Kańska. Byliśmy bardzo serdecznie przyjmowani. Ta podróż była wielkim przeżyciem, pozwoliła na pewne złagodzenie traumy, która w nas pozostała po Syberyjskiej Golgocie.


Relację spisała Danuta Ciesiul.